piątek, 4 grudnia 2015

Grudniowy

Grudniowy poranek. Zimne powietrze próbuje dostać się do wewnątrz, lecz przedziera się przez ciepło z trudem. Delikatnie porusza włosy dziewcząt, które nie upięły ich dziś w kucyka.
Grudniowy poranek. Grudniowa lekcja techniki biurowej. Lekcja. Słyszę swoje nazwisko. Odpowiadam: "Jestem." No bo przecież tu siedzę. Dotarło do moich uszu słowo skierowane do mnie, a do tego spojrzenie wykładowcy, czy to na pewno ja. No ja. No bo kto odpowiadałby za mnie: jestem? Jestem... Kim jestem? 

Ostatnie nazwisko z listy. Nieobecna. Szybkie przeliczenie stanu - wszystko się zgadza. Rozpoczynamy kolejny temat zajęć. Wyłapuję pierwsze zdania wprowadzające i wyglądam przez okno. Grudniowy poranek... Kusi swoją tajemniczością. Co się dzieje tam, za rogiem? Nie mogę tam pójść, więc tworzę własne obrazy w swojej głowie. Podążam za liśćmi uciekającymi przed wiatrem. Mijam ludzi - zabieganych, zdenerwowanych, zniecierpliwionych, zaniepokojonych. Dokąd biegną? Czy czasem się nad tym zastanawiają? Dostrzegam jedną staruszkę, która pomagając sobie drewnianą laską podąża z naprzeciwka. Spogląda na mnie, a ja posyłam jej uśmiech. Jej czoło marszczy się, a usta lekko unoszą w kącikach. Kiwa do mnie głową. Idzie dalej, oglądając się jeszcze przez moment. Ja też się uśmiecham. Idę i myślę o Tobie. Zmęczona szkolnym rytmem uświadamiam sobie jak ciężko musi być Tobie w pracy. Wyciągam więc portfel i idę do warzywniaka kupić coś, co doda Ci energii. Dziewięć osiemdziesiąt. Daję dziesięć. Sympatyczna blondynka oddaje mi dwadzieścia groszy reszty i życzy miłego dnia. Odwzajemniam uśmiech i znikam za rogiem. Jestem już w Twoim domu. Muszę dobrze przygotować go na Twój powrót. Zaczynam od posiłku, który ma dodać energii, zaspokoić głód i poprawić samopoczucie. Jeszcze tylko odrobinka zrozumienia i zaufania. Szczypta szczęścia. I gotowe.

Przede mną Twoje królestwo. Miejsce, gdzie odpoczniesz, wyciszysz się, zrelaksujesz. Ustawiam playlistę złożoną ze spokojnych utworów. Chcę, aby wprowadziły Cię w inny świat. Gdy zamkniesz oczy, poczujesz tę magię, pojawią się myśli inne niż zawsze... I błogość...
Ocieplam Twoje posłanie swoim gorącym uczuciem. Pochłaniam Twój zapach i zostawiam cząstkę siebie. Wszystko gotowe, więc czekam w ukryciu.

Nagłe poruszenie, chwytasz za klamkę i pewnym krokiem wchodzisz do domu. Obiad czeka na stole, lecz nikogo innego w domu nie ma. Cisza. Ledwo słyszysz dobiegającą z piętra muzykę. Kończysz posiłek i wdrapujesz się na górę. Padasz zmęczony na łóżko. Zamykasz oczy, a delikatna muzyka kołysze Twoimi emocjami. Nadaje im konkretny kierunek. Zdążyłeś jeszcze poczuć słodki zapach i bardziej wtulić się w poduszkę. Ktoś tu był... Tak, masz rację. Wyobrażasz sobie ją... Panią, która wyznaczyła Ci dziś ścieżkę relaksu. Poddajesz się i usypiasz momentalnie. Gdy słyszę, że oddech jest coraz spokojniejszy - wychodzę ze swojego ukrycia. Uśmiecham się widząc Ciebie. Całuję w czoło, ściszam muzykę. Chciałabym czuwać nad Twoim snem i obserwować oddech. Nie mogę tu jednak pozostać. Oddalam się. Na paluszkach. Śpij spokojnie...

Wracam obok warzywniaka. Staruszka z drewnianą laską wraca z nowym szalikiem. Ponownie unosi kąciki ust na mój widok, a ja uśmiecham się do niej. Jeszcze kilka kroków... I znów jestem w szkolnej ławce. Już wiem, co jest za rogiem. Marzenia. Niespełnione sny.

Dzwonek kończy poranną, grudniową lekcję. Pakuję zeszyt. Chowam uczucia i emocje. Zerkam jeszcze raz przez okno. Uśmiecham się i wychodzę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz