środa, 17 sierpnia 2016

Cyfrowa przyjaźń & złudzenia

Mówią na mnie Domi. Mam bzika na punkcie pożarnictwa. Uwielbiam malinową herbatę. Słodzę. Dwie łyżeczki. Czasem zastępuję ją mlekiem czekoladowym. Do śniadania.
Mówią na mnie Domi. Mam alergię na nieczułość tego świata. Gubię się tutaj. Moja dusza jest jak księżniczka, która nie opuszczała nigdy dworu królewskiego, wypuszczona sama do lasu, bez mapy. Nie posiadam mapy do XXI wieku, do tego świata. Czasy zmieniają się zbyt szybko. Mówią mi, że jestem bystrą dziewczyną. Ale ja nie nadążam. Nie chcę nadążać.
Nie musisz dzwonić do znajomych i pytać co u nich - wiesz wszystko z Facebooka. Pocztówki z wakacji? Wystarczy dodać na Insta zdjęcie z gór czy znad morza i dopisać: "Pozdro dla wszystkich". Listy? Zostałbyś wyśmiany. Przecież są smsy.
Mówią na mnie Domi. Nienawidzę, gdy ktoś nie odpisuje na moją wiadomość, chociaż ją zobaczył. To tak, jakbyśmy spędzali razem czas w parku czy nad jeziorem i towarzysz nagle wstałby bez słowa i wyszedł. Tak się czuję oszukana, gdy widzę komunikat: "Wyświetlono" i gdy zielona kropeczka znika. Następnego dnia albo kilka dni później dostajesz wiadomość: "Sorki, miałem coś pilnego do załatwienia." A ja siedziałabym w tym parku i czekała na powrót... Przecież zawsze znajdzie się te pół minuty, żeby poinformować o braku czasu. Jednak i tak jest to niekulturalne, żegnać się w środku trwającej rozmowy.
Domi. Kiedyś z przyjaciółmi czas spędzało się inaczej. Ciągle na świeżym powietrzu, spacer, rower, karaoke czy nagrywanie teledysków do aktualnych hitów. W czasie deszczu film lub rozmowy o marzeniach... Teraz (oprócz tego, że trzeba się umawiać duuużo, dużo prędzej) każdy siada obok siebie z telefonem w ręku. Potrzebujemy obecności drugiej osoby w rzeczywistości, więc po co nam szukanie w tym samym czasie tej sztucznej obecności w telefonie, internecie?
Nie mieszkamy daleko od siebie. Moi znajomi nie są z Ameryki. Czasem jest to kilka, czasem kilkadziesiąt kilometrów. Wniosek jest prosty... :)
Umiemy pisać ze sobą smsy, wiadomości. Nie umiemy ze sobą rozmawiać. Nie umiemy się ze sobą spotkać, posiedzieć kilka godzin przy kawie i porozmawiać. Możemy pisać ze sobą całymi dniami, ale "nie mamy czasu". Ciągle zabiegani... Ale za czym człowiek biegnie? Przecież najważniejsza jest miłość. Bo z miłości będziemy sądzeni przed Panem. Wiadomo, że pieniądz jest potrzebny, aby utrzymać rodzinę itp. Trzeba mieć jednak co utrzymać. Nie tylko dom, w znaczeniu angielskim "house". W znaczeniu "home". Dom, z którego wylewa się miłość. A nie pieniądze. A nie pusty dom, gdzie wszyscy są ciągle zapracowani... Na co komu takie życie?
Jestem Domi. Ciągle po głowie chodzi mi spakowana walizka i pociąg. Spełnianie się w tym, co kocham najbardziej. Spotkanie ludzi, którzy zafascynują się mną chociaż na moment. Bo to nigdy nie trwa długo. Ludzie szybko się nudzą. Z łatwością zadają rany.
Jestem Domi. Jeśli nie nie mogę wypełnić niczym pustki po ludziach w moim sercu, chcę wypełnić ją spełnionymi marzeniami. W końcu to zrobię.
Tak łatwo ukryć prawdę pod nieprawdziwymi słowami. Tak łatwo wysłać komuś uśmiech, mając akurat grymas na twarzy, Tak łatwo jest udawać w tym świecie i nosić maskę. A jeśli jej nie masz - szybko zakładaj, bo nie pasujesz do tego świata.
Tak trudno się odnaleźć...

1 komentarz:

  1. Prawdziwe. Nawet przy obiedzie ginie największa wartość - rodzina. Ie rozmawiamy z najbliższymi, bo wolimy przesuwać palcem po ekranie. Prawdziwe. Jesteś Domi. ;*

    OdpowiedzUsuń